The Latest



Chyba od zawsze miałam problem z moimi ustami, które są wiecznie suche i popękane z odstającymi skórkami, które oblizuję i obgryzam. Komuś ta wizja jest bliska? Totalna porażka. Były produkty, które pomagały...niestety na krótką metę. Zawiodły nie tylko kosmetyki ale też Ja, ciągle zapominam o balsamowaniu ust. Co ja zrobię, że moja siostra bliźniaczka to skleroza.

Pożaliłam się, a teraz pochwalę bo jest czym :) Cudny balsam do ust Aloe Lips, amerykańskiej firmy Forever podarował mi mój znajomy. Od razu wiedziałam, że balsam zdziała cuda.


Balsam natychmiast nawilżył i zmiękczył moje spierzchnięte usta.
Usta wyglądają zdecydowanie lepiej i nie muszę ich co chwilę balsamować. Do tej pory nie znalazłam niczego lepszego, na pewno zamówię kolejną sztukę albo i więcej. Ostatnio zamówiłam 5 sztuk dla mojej rodziny i koleżanki.

Aloe Lips zawiera miąższ aloesowy, olejek jojoba, alantoinę, naturalny wosk pszczeli- skład prosty, a jakie działanie.
Cena: 17 zł


Słyszeliście kiedyś o firmie Forever i ich balsamie do ust? Ja nigdy wcześniej nie słyszałam o tej firmie, ale zakupiłam jeszcze "galaretkę aloesową" i serdecznie polecam Aloe Lips.



Mam problem, trudno mi się do niego przyznać.... cierpię na brak tyłka. Brzmi to zabawnie, ale mi nie jest wesoło. Moje barki w porównaniu do bioder są zdecydowanie szersze, a mięśnie pośladków w zaniku. Nie wiem jak Wy ale Ja zauważyłam, że panuje moda na pupy w stylu Kim Kardashian. Ja takiej zdecydowanie nie chcę i wiem, że trzeba dużo wysiłku aby naturalnie osiągnąć takie rozmiary swojego siedzenia.

Postanowiłam wziąć się za siebie i zapisałam się na siłownię. Uważam, że była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Na miejscu poznałam wielu Panów, którzy chętnie udzielają mi wskazówek i pomagają w treningu. Dowiedziałam się, że dzięki treningom siłowym szybciej można nabrać rzeźby i osiągnąć pożądaną sylwetkę. Kolejna cenna rada to suplementacja! Tak, tak, tak pije białko i wcinam BCAA- aminokwasy na regeneracje mięśni, tak mi wytłumaczyli chłopaki.

Dziwnie się czułam wśród tłumu "pakerów" ale z czasem przyzwyczaiłam. Po małej przerwie zaczynam trzeci miesiąc treningu i na pewno nie zrezygnuję. Warto ćwiczyć i motywować się do działania, poza tym mam jeszcze kolegów którzy potrafią dobitnie zmotywować słowami "jesteś leszczu". Uwielbiam takie słowa, po prostu miód dla mojej duszy :)

Co Wy myślicie na temat siłowni, suplementacji i mody na wielkie pupy?





Uwielbiam hybrydowy manicure, trzyma się długo, kolor jest zawsze soczysty, lśniący, paznokcie rosną i nie są narażone na urazy. Takie mam doświadczenie z lakierami hybrydowymi, których używam już od roku. Niestety najgorsze jest samodzielne zdejmowanie...

Mam dwa sposoby na usuwanie hybrydy:

  1. Nalewam aceton do małej miseczki i zanurzam w nim paznokcie, po 10 minutach drewniany odpychacz wchodzi w lakier jak w masło. Najlepsza metoda do samodzielnego zdejmowania, przynajmniej dla mnie. Minusem jest to, że zużywam zbyt szybko aceton. Nie będę pisać o wysuszonych skórkach i opuszkach palców ponieważ przy drugiej metodzie też to występuje. 
  2. Nasączam waciki umieszczone na folii aluminiowej. Korzystam z tych gotowych, są bardziej praktyczne, estetyczne i oszczędzam czas. Tą metodą najczęściej ściągam hybrydę dla mojej mamy lub koleżanek. Osobiście jej nie lubię ponieważ trzeba trochę dłużej poczekać aż aceton zadziała, poza tym lakier gorzej schodzi i trzeba więcej polerować paznokcie. Mam też wrażenie, że po 10 minutach moje palce zaczynają się gotować w tej folii i parzy mnie w płytkę paznokcia. 
Przed świętami nie zdążyłam kupić większej ilości acetonu, a to co miałam nie wystarczyło mi na zdjęcie hybrydy pierwszą metodą. Zastosowałam drugą technikę i w taki właśnie sposób sama sobie zrobiłam krzywdę. Szybko, szybko bo jeszcze tyle pracy przed świętami! Tak szybko wszystko robiłam, że połamałam paznokcie, musiałam je obciąć do zera i na dodatek były jeszcze rozdwojone do połowy. Tragedia!!!!


W ruch poszła odżywka ORLY, myślę sobie "za słaba, trzeba czegoś mocniejszego". Jedna z moich klientek serdecznie polecała mi odżywkę Peggy Sage Express nail hardner. Mówiła, że jest znakomita, w Danii gdzie mieszka nie może jej kupić, jedynie w Polsce jest dostępna. Oczywiście w akcie desperacji zamówiłam specyfik, a jak zapłaciłam 39 zł i sprawdziłam skład byłam wkurzona. Skład prawie identyczny jak odżywka Eveline 8w1. Skoro tyle wydałam to muszę ją zużyć. Poprawę stanu paznokci zauważyłam po 4 dniach, ale co z tego jak odżywka zawiera formaldehyd. 

Przestrzegam Was przed popełnieniem mojego błędu, zawsze sprawdzajcie skład i szukajcie tańszego odpowiednika. Jutro lecę do drogerii i porównuję skład odżywek mam nadzieję, że moja Peggy będzie w czymś lepsza o Eveliny. 



Chyba większość osób na świecie po nowym roku ustala sobie nowe życiowe cele, dzięki którym życie stanie się lepsze. Serdecznie polecam Wam spisanie sobie takich celów, tego czego pragniemy i chcemy osiągnąć. Najlepiej jeżeli codziennie minimum przez miesiąc będziemy zapisywać swoje cele i jestem pewna, że po tym czasie wyklaruje się czego tak naprawdę chcecie. 
Ja zapisałam sobie kilka prostych celów związanych z urodą i zdrowiem. Niektórzy z Was pomyślą, że są one błahe i takie łatwe.... ja mam z nimi mega problem. 


MOJE CELE NA 2015 ROK


  • Piję codziennie 1,5 litra wody mineralnej
  • Zawsze pamiętam o pielęgnacji moich ust i regularnie smaruję je pomadką
  • Dbam o swoje dłonie i regularnie je kremuję 
  • Jem tylko produkty bezglutenowe

Specjalnie piszę wszystko w czasie teraźniejszym, tak zaleca Brian Tracy w "Wyznaczanie Celów OSOBISTY PRZEWODNIK".



Miałam problem z wypiciem dwóch szklanek wody w ciągu dnia, zawsze obgryzałam swoje usta, które wyglądały jak suszone śliwki, często zapominałam o kremowaniu dłoni, jestem nadwrażliwa na gluten i czasami nie mogłam oprzeć się kawałkowi ciasta- później fatalnie się czułam. 
Te skromne cele na pewno poprawią moje samopoczucie, wygląd i sprawność organizmu. Oczywiście poza tym celami posiadam jeszcze cele życiowe, finansowe, dotyczące rodziny i związków, kariery i interesów. 
Mam jeszcze jeden ważny cel: ZAWSZE SPRAWDZĘ 5 RAZY MÓJ TEKST PRZED PUBLIKACJĄ I DAM KOMUŚ DO PRZECZYTANIA. Przypomnieliście mi o mojej dysortografii, sprawia mi ona wiele problemów ale będę się pilnować. Dziękuję!!!

Dziękuję, że zaglądacie na mojego bloga i życzę wam spełnienia wszystkich życiowych celów :) 


Uwielbiam odkrywać nowe kosmetyki i za każdym razem oczekuje, że moja nowość pomoże pozbyć się problemów z cerą, a jej używanie stanie się przyjemnością. 
Puste opakowanie kremu na dzień skłoniło mnie do szybkiego poszukiwania czegoś nowego, lepszego i odpowiedniego na zimę. Na szczęście miałam możliwość spróbowania na własnej skórze jaka jest konsystencja kosmetyków The Secret Soap Store z lini Golden Pleasure


Piszę o konsystencji, ponieważ w moim przypadku krem na dzień nie może być zbyt gęsty, ciężki. Nie lubię się "świecić" a do tego mam skłonność do wyprysków. 
Po szybkim lecz burzliwym namyśle wybór padł na Emulsję przeciwzmarszczkową do twarzy 50 ml. Pomyślałam, ok emulsja jest przeważnie lekka, delikatna, okazało się troszkę inaczej, oczywiście na plus. 

                                         

























To była miłość od pierwszego użycia. Emulsja ma konsystencję lżejszego kremu, fantastycznie nawilża skórę i idealnie nadaje się do mojej mieszanej cery. Przeglądając składniki aktywne mogę stwierdzić, że jest na pewno przeciwzmarszczkowa. Dużo cennych substancji: złoto 24k, olejek makadamia i arganowy, masło Shea (uwielbiam je), witamina E i  MATRIXYLsynthe'6- peptydy przeciwzmarszczkowe (brzmi obiecująco). Efekt przeciwstarzeniowy ciężko jest mi ocenić, pewnie będzie to widoczne po moich 50-tych urodzinach i starannym dbaniu o siebie, natomiast jedno co mogę zauważyć, stwierdzić, potwierdzić i pochwalić to jest natychmiastowe nawilżenie i wygładzenie skóry. Emulsja szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy i idealnie nadaje się pod makijaż. Wieczorem po zmyciu makijażu skóra jest nadal nawilżona i przyjemnie miękka. Świetny efekt!!! 

                                 

























Opakowanie emulsji jest proste, estetyczne i eleganckie. Fantastyczna jest drewniana nakrętka od emulsji i praktyczny dozownik, nie muszę pchać rąk do słoiczka i zanieczyszczać go bakteriami. Do posmarowania całej twarzy wystarczają mi dwie pompki, tak więc szacunkowo emulsji powinnam używać 2-3 miesiące.  
Jak widzę kosmetyki z tej linii, mam poczucie, że są naturalne i ekologiczne najprawdopodobniej przyczyna tkwi w jasnych kolorach opakowania i drewnianych elementach. Z tego co się dowiedziałam do produkcji kosmetyków używane są wyłącznie naturalne składniki najwyższej jakości a same kosmetyki nie są testowane na zwierzętach. 
Nie rozwodząc się już dłużej stwierdzam, że kosmetyk jest godny polecenia, cena adekwatna do jakości i wydajności. 


Zostało tylko 9 dni do Świąt Bożego Narodzenia! Niektórzy uwielbiają to święto, inni niekoniecznie. Ja należę do osób, które niestety nie czują bożonarodzeniowego nastroju. Wszytko przez konsumpcję, która ogarnia umysły prawie każdego człowieka. Mam wrażenie, że ludzie zapomnieli o co tak naprawdę chodzi w świętach i przywiązują zdecydowanie większą wagę do prezentów świątecznych niż do wizyty w kościele i kolędowania. Smutne, lecz prawdziwe. 
W tym roku postanowiłam rozniecić mojego "Bożonarodzeniowego Ducha". Jeszcze nie przystroiłam całego domu, nie mam choinki, ale postanowiłam wybrać się na Jarmark Świąteczny do Olsztyna! Nigdy nie byłam na takim jarmarku i nie mam skali porównawczej ale stwierdzam, że było super. 

Na sterówkę wchodziłam od strony bramy a tam przywitała nas piękna choinka. Jest zachwycająca, duża i cudownie przystrojona. 


Było dużo ciekawych stoisk ze świątecznymi ozdobami, zabawkami, słodyczami i innymi przysmakami. 






Kupiliśmy tego jelonka, jest taki słodki :)










Zabawki z drewna były super!! Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam kilka drobiazgów dla najmniejszych szkrabów w rodzinie :)




Zakąska dla zmarzniętych





Grzane piwo było faworytem na jarmarku! 

Do Olsztyna wybrałam się z rodzicami i był to miło spędzony czas, z mamą wypiłyśmy herbatę z prądem i litrami soku malinowego. Nawet mam zdjęcie ze Świętym Mikołajem, trochę niewyraźne ale liczy się sam fakt :) 



W przyszłym roku pójdę o krok dalej i wybiorę się na Jarmark Świąteczny do Szwajcarii. Co Wy sądzicie o takich wydarzeniach, powinniśmy organizować je w każdym większym mieście? 


Zima to okres wysuszonej skóry na dłoniach, niestety u mnie ten okres zaczyna się już jesienią. Jest mi ciągle zimno w dłonie, mam wrażenie że uczucie "ściągnięcia" jest nieustanne, skóra często piecze i jest jak pergamin....okropieństwo z którym trzeba sobie radzić. 
Wiele kosmetyków przewinęło się przez moje dłonie, w dosłownym tego znaczeniu. Większość poległo już na samym początku, na szczęście znalazłam moje perły i mam wrażenie, że znajduje ich coraz więcej. Nie pozostaje mi nic jak się cieszyć i podzielić z Wami tą świetną informacją. 
W swojej torebce zawsze noszę "lekki" krem, nie lubię jak w ciągu dnia moje ręce są tłuste i nie mogę niczego dotknąć bo zaraz coś ubrudzę. Na tym polu świetnie sprawdził się krem marki Tołpa i Monteil. Konsystencja idealna, szybko się wchłaniają, nawilżają i dyskretnie pachną. Po krótkiej chwili mogę zabrać się do pracy, bez problemu założyć rękawiczki i nie martwię się, że zaraz coś upaskudzę. Ceny kremów nie są porażające, Tołpa w granicach 10 zł, często kupuję w promocji za 6 zł, Monteil nie wiem bo dostałam w prezencie ale pewnie kosztuje ok 15 zł. 


Niestety lekki krem często nie wystarcza i muszę zastosować tłuste kosmetyki. Mam dwa rewelacyjne kremy, które cudownie regenerują, odżywiają, nawilżają i wygładzają moją biedną, zmaltretowaną skórę na dłoniach. Jest to  Regenerujący krem do rąk z mleczkiem pszczelim, miodem i woskiem pszczelim
100 ml firmy Queen Bee oraz Krem do rąk 20% masła Shea
70 ml zielona herbata firmy The Secret Soap Store. 


                           

Kremy mają fantastyczne działanie i przyjemne zapachy, są gęste, natychmiast przynoszą ulgę. Krem z mleczkiem pszczelim kupiłam w Skierniewicach na Dniu Krzaka, czy jakoś tak ;) Najważniejsze, że było fajnie i mogłam odkryć nowy produkt i firmę. Ceny kremu niestety nie pamiętam, wydaje mi się, że zapłaciłam 7 zł, nie jest to fortuna za tak dobry kosmetyk. 
Krem z masłem shea kosztuje około 22 zł, trochę drogi ale wart swojej ceny, ponieważ wystarcza na bardzo długo. 

Często zapominam rękawiczek i ciągle marznę w dłonie. Nie wiem czy tylko ja mam taką demencję? Niestety przekłada się to na stan mojej skóry dłoni i skórek wokół paznokci, są one suche i nieestetyczne. Jedynym ratunkiem jest większa dyscyplina co do pielęgnacji, bardzo ciepłe rękawiczki i pamięć o tych dwóch rzeczach. Podobno najprostsze rozwiązania są najlepsze, tak więc pakuje kremy do swoich torebek, stawiam na nocnej szafce i przy umywalce. Może Wy macie jakieś sprawdzone pomysły o które przynoszę rewelacyjne rezultaty? Jeżeli tak to proszę podzielcie się tymi informacjami :) 
Pozdrawiam ciepło!!!