The Latest

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty


Nigdy nie mam pomysłów na prezenty, najczęściej są to rzeczy które osobiście chciałabym dostać. Według mojej opinii najfajniejsze są kosmetyki i ubrania. Oczywiście nie robię tego na oślep, staram się dokładnie analizować osobę, która ma być obdarowana. I tak słucham jakie ma problemy ze skórą, podglądam co by chciała dostać, delikatnie się wypytuje, albo kupuję coś uniwersalnego.
Dzisiaj przedstawiam kosmetyki, które w swoim działaniu są bardzo dobre, mają przyjemny zapach, konsystencję, ładne opakowanie, na pewno spodobają się każdemu i najważniejsze, że są POLSKIE :)  THE SECRET SOAP STORE


Żele pod prysznic mają obłędne zapachy, moje ulubione to biała herbata i pigwa, oraz pomarańcza z kurkumą. Polecam z czystym sumieniem, zapach nie jest zbyt intensywny i nachalny tak więc powinien każdemu się spodobać.


Jeżeli chcecie mieć pewność, że Wasz prezent ucieszy płeć piękną podarujcie jej peeling. Porządne złuszczanie naskórka na pewno przyda się każdemu ;)

Balsamów nigdy za wiele, a w szczególności tych wyszczuplających. Po raz kolejny zapach świeżej pomarańczy skradł moje serce. Balsam ma lekką konsystencję przypominającą mus, cudownie nawilża i łatwo go rozprowadzić na skórze, to mój ulubieniec! 
 Życzę powodzenia w zakupie i pakowaniu prezentów. Mam nadzieję, że stanie się to dla Was przyjemnością. Pozdrawiam!



Witajcie!
Długo mnie nie było na blogu, powodów jest wiele i na pewno o nich napiszę. Po pierwsze miałam masę zajęć, które absorbowały mnie na 100%. Po drugie nie mam talentu do pisania i zamierzam zmienić formę bloga, łatwiej przychodzi mi mówienie niż pisanie.
Nie mam ochoty być kolejną osobą, która pisze o pierdołach. Szanuję Wasz czas, życie i pieniądze, tak więc mam zamiar przekazywać wyłącznie ciekawe i pożyteczne informacje.
Pozdrawiam!



Chyba większość osób na świecie po nowym roku ustala sobie nowe życiowe cele, dzięki którym życie stanie się lepsze. Serdecznie polecam Wam spisanie sobie takich celów, tego czego pragniemy i chcemy osiągnąć. Najlepiej jeżeli codziennie minimum przez miesiąc będziemy zapisywać swoje cele i jestem pewna, że po tym czasie wyklaruje się czego tak naprawdę chcecie. 
Ja zapisałam sobie kilka prostych celów związanych z urodą i zdrowiem. Niektórzy z Was pomyślą, że są one błahe i takie łatwe.... ja mam z nimi mega problem. 


MOJE CELE NA 2015 ROK


  • Piję codziennie 1,5 litra wody mineralnej
  • Zawsze pamiętam o pielęgnacji moich ust i regularnie smaruję je pomadką
  • Dbam o swoje dłonie i regularnie je kremuję 
  • Jem tylko produkty bezglutenowe

Specjalnie piszę wszystko w czasie teraźniejszym, tak zaleca Brian Tracy w "Wyznaczanie Celów OSOBISTY PRZEWODNIK".



Miałam problem z wypiciem dwóch szklanek wody w ciągu dnia, zawsze obgryzałam swoje usta, które wyglądały jak suszone śliwki, często zapominałam o kremowaniu dłoni, jestem nadwrażliwa na gluten i czasami nie mogłam oprzeć się kawałkowi ciasta- później fatalnie się czułam. 
Te skromne cele na pewno poprawią moje samopoczucie, wygląd i sprawność organizmu. Oczywiście poza tym celami posiadam jeszcze cele życiowe, finansowe, dotyczące rodziny i związków, kariery i interesów. 
Mam jeszcze jeden ważny cel: ZAWSZE SPRAWDZĘ 5 RAZY MÓJ TEKST PRZED PUBLIKACJĄ I DAM KOMUŚ DO PRZECZYTANIA. Przypomnieliście mi o mojej dysortografii, sprawia mi ona wiele problemów ale będę się pilnować. Dziękuję!!!

Dziękuję, że zaglądacie na mojego bloga i życzę wam spełnienia wszystkich życiowych celów :) 


Jak widać mój blog doczekał się modernizacji. Zmieniona została szata graficzna, nazwa (krótsza) i menu. Mam nadzieję, że nowy wygląd spodobał się Wam. Zakładałam krótszy czas modernizacji, niestety okazało się to niemożliwe. Nie chciałam także publikować nowych wpisów bo miałam dosyć starej skórki, która nie odzwierciedlała mojej osobowości i nie była estetyczna. 
Na szczęście wszystko się udało i mogę kontynuować moje blogowanie, które rozszerzam o nowe kategorie. Najważniejsza jest dla mnie kategoria ANTYRAK, wiele osób cierpi z powodu chorób nowotworowych. Tak się składa, że pisałam pracę magisterską na temat "Rola żywności i żywienia w profilaktyce antynowotworowej" i mam zamiar podzielić się z Wami wszystkimi informacjami. Moim celem jest pogłębienie tej wiedzy i wykorzystanie jej w życiu, ponieważ jestem obciążona genetycznie chorobą nowotworową. 

Pisałam wcześniej o złamanej ręce. Na szczęście powoli się zrasta, na nieszczęście złamanie było na tyle poważne, że mam zakaz masowania. Głęboko wierzę w rozwój medycyny i w moje całkowite wyzdrowienie. Myślę także o znalezieniu medycznej pomocy za granicą. Na razie pozostaje mi pisanie ciekawych postów, artykułów do portalu Biznes z klasą w którym jestem redaktor Działu Uroda i wytyczanie nowych celów. 

Przepraszam, że tak długo mnie nie było!! Dziękuję, że jesteście :) 

Na początku października zostałam porwana na cudowny urlop! Decyzja o wyjeździe zapadła z dnia na dzień, dzięki czemu załapaliśmy się na korzystne last minute. Miałam do wyboru wakacje na Krecie lub Gran Canaria, wybór padł na słoneczną Kretę. 




Standard hotelu znacząco odbiega od standardu hoteli jakie mamy w Polsce. Nasz apartament w 4* Hotelu Solimar Ruby w Malia porównała bym do pokoju w polskim pensjonacie, tak więc jeżeli jedziecie na podobne wakacje nie oczekujcie luksusów, marmurów na podłodze i małżeńskiego łoża. Nam to oczywiście nie przeszkadzało, najważniejsze jest z kim i po co się jedzie. My byliśmy nastawieni na zwiedzanie i opalanie naszych białych ciał. 






Pierwszego dnia nasz rezydent poinformował nas o wielu istotnych faktach na temat Krety i jej mieszkańców, wycieczkach fakultatywnych, okolicy, pogody, co warto kupić, zwiedzać, zjeść. Informacji dużo i już wtedy dopadła mnie myśl, że nasz pobyt jest zdecydowanie za krótki. Po spotkaniu i szybkim obiedzie udaliśmy się na plaże. 





Co warto wiedzieć o plażach na Krecie:
  •  jeżeli Wasz hotel nie leży nad samym morzem i nie ma swoich leżaków będziecie musieli je sobie wykupić. 
  • na plaży będą czekać na Was panowie lub panie, którzy oferują wynajem leżaków z parasolem, toaletą, prysznicem i dostępem do Wi-Fi, a także zniżki na sporty wodne. Warto udawać niezainteresowanych, ja w taki sposób otrzymałam korzystną ofertę. Za 10 euro otrzymałam leżaki do końca pobytu , czyli 6 dni. Regularna cena dwóch leżaków za jeden dzień to 5 euro.
  • można zaleźć miejsca gdzie nie ma leżaków i wystarczy Wam tylko ręcznik lub kocyk. Ja tego nie polecam ponieważ woda w morzu jest bardzo słona i trzeba się opłukać pod prysznicem, żeby skóra nas nie piekła. Nie będę wspominać o toalecie, a wiadomo na plaży trzeba się nawadniać. 
  • plaże bywają kamieniste jak i piaszczyste, przy okazji zwiedzania wyspy znaleźliśmy plaże dla nudystów.
  • ceny w barach przy plaży są wygórowane, więc lepiej zabrać ze sobą wodę, piwo, przekąski. Świeżo wyciskany sok z pomarańczy kosztuje 3,50 euro, w hotelu i na mieście 2 euro.




Pogoda dopisywała prawie cały czas, przed naszym przyjazdem padało 3 dni, w trakcie pobytu tylko jednego dnia niebo było zachmurzone. 



Hotelowe jedzenia...hmy myślałam, że jest średnie i mało urozmaicone. Myliłam się grubo, a doszłam do tego dopiero jak zjedliśmy obiad na mieście. Zamówiłam sałatkę grecką, której składniki były tak niechlujnie pokrojone, zupełnie jak dla świnki do koryta. Do tego wzięłam krewetki, było ich aż 5 sztuk za 4 euro!!! Kalmary zamówione przez mojego chłopaka były takie sobie, sałatki nawet nie pamiętam. Od tego momentu hotelowe jedzenie było rarytasem. 
Kuchnia Kreteńska jest bardzo prosta i podobna do polskiej. Na każdym kroku spotykaliśmy pola uprawianych ziemniaków. W szoku byłam jak na śniadanie, obiad i kolacje były ziemniaki, tylko w inny sposób przyrządzone. Talarki, frytki, ćwiartki zapiekane w ziołach i oliwie. Przez tydzień nie zjadłam tyle pysznych ziemniaków co w domu przez pół roku, frytki mają rewelacyjne! Każdego dnia zajadałam się humusem, sałatką grecką oraz pysznym greckim jogurtem z miodem. Śniadania i obiady wyglądały codziennie prawie tak samo, kolacja była bardziej urozmaicona, raz trafiliśmy na kuchnie chińską. Często serwowano musakę, rybę (niezbyt smaczna, nie była dopieczona), ryż z warzywami, gotowane warzywa, krążki cebulowe w cieście (były pyszne), kurczak pieczony lub w sosie. Brakowało mi owoców takich jak arbuzy, banany, granaty, figi za to dostawaliśmy jabłka i gruszki... cóż za egzotyka :) Na szczęście na każdym rogu można było dostać pyszne lokalne owoce. 



Mieszkańcy Krety są przyjaznymi, uśmiechniętymi, trochę leniwymi ludźmi i prawie każdy mówi po angielsku, tak więc nie ma żadnego problemu z komunikowaniem się. Nawet 70-letnia babcia sprzedająca banany mówiła po angielsku. 



Wiele zdjęć robiliśmy telefonem, także ich jakość nie jest najlepsza. 
Pozdrawiam i do następnego wpisu :) 


Nie było mnie na blogu bardzo długo, aż mi wstyd. Niestety czasami tak w życiu bywa, że nie ma weny, nie ma czasu i ciągle myślę, że nie ma co poruszać błahych tematów, bo w sieci jest wszystkiego pełno. 
Przez prawie całe wakacje zbierałam na dwie ważne rzeczy- kurs z kwasu hialuronowego usieciowanego oraz makijaż permanentny.
W mojej głowie powstało pragnienie zrobienia sobie delikatnej górnej kreski. Oczywiście nie miałam konkretnej wizji bo nie znam się na tego rodzaju usłudze wiedziałam jedynie, że kreska ma podkreślić moje oczy. 

Kolejną atrakcją jaką sama sobie zafundowałam było szkolenie "Kwas hialuronowy w wypełnieniach estetycznych". Szkolenie było bardzo interesujące i bogate w informacje, oczywiście spodobało mi się i na pewno będę wykonywać tego typu zabiegi. 

Na deser zostawiłam sobie złamanie ręki...tydzień po fascynującym szkoleniu. Spadłam z konia na prawą rękę i złamałam kość promieniową. Złamanie okazało się tak "cudowne", że z marszu dostałam skierowanie do szpitala i operację. Jak ja uwielbiam narkozę i kolejne blizny na mojej skórze. Dlaczego to wszystko spotyka właśnie mnie, ja się pytam?!! 
Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że na "własne życzenie" złamałam rękę. Często myślałam, a co by było gdybym się połamała, no i teraz wiem co jest.... wszechświat nie pozostawia naszych myśli bez odzewu.... 
Uważajcie o czym myślicie. 


Prowadząc rozmowy z klientami mam możliwość uzyskania wielu cennych informacji. Jest to duży plus mojego zawodu i zawsze staram się go wykorzystać. 
Niedawno miałam na zabiegu bardzo zadbaną kobietę w średnim wieku. Oczywiście nie była bym sobą gdybym nie zapytała się co takiego robi, że mimo wieku jej skóra wygląda tak dobrze. Klientka zdradziła, że oprócz codziennej domowej pielęgnacji korzysta raz na dwa tygodnie z zabiegu na twarz (peeling, ampułka, masaż, algi), i nigdy nie opala twarzy. Temat rozmowy przekierował się na ciało, opalanie i przebarwienia. Pani zdradziła, że przed wyjazdem na wakacje przyjmuje preparaty z beta- karotenem i chodzi raz w tygodniu na 5 minut do solarium (Ja oczywiście nie polecam solarium). Wszystko to wspomaga prawidłową reakcję skóry na zwiększoną ekspozycję na słońce. Dzięki temu skóra nie jest tak wysuszona, podrażniona, "spalona", a opalenizna utrzymuje się znacznie dłużej. Ten patent stosuje także Jej mąż, ponieważ używając samych blokerów skóra przeżywa "słoneczny szok", a jej reakcja nie jest pozytywna i przyjemna.

Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę patrzeć na ludzi, którzy mają spalone ciało i schodzi im skóra. Widząc to mam czarne wizje i pojawia się strach przez pomarszczoną skórą i czerniakiem.

Rok temu pisałam o negatywnym wpływie promieniowania UV na naszą skórę. Warto sobie przyswoić te informacje i bezpiecznie przeżyć lato. Link do wpisu tutaj 
Pozdrawiam Was słonecznie :) 


Z racji wykonywanego zawodu i miejsca pracy, oraz wielu rozmów z gośćmi postanowiłam poruszyć sprawę "norm zachowań i savoir-vivre w SPA". 
Ostatnio jedna z klientek przepraszała mnie za brak wyraźnego makijażu, kobieta była przejęta do tego stopnia, że przepraszała mnie dobry kwadrans. Oczywiście wytłumaczyłam jej, że nie musi mieć jakiegokolwiek makijażu, pięknej fryzury i najważniejsze aby czuła się zrelaksowana. Żaden pracownik SPA nie zwraca uwagi na to, czy gość jest pięknie uczesany, ubrany, wyspany, wypoczęty, ma perfekcyjny manicure, pedicure, i wiele innych....
Do SPA przychodzimy aby zadbać o ciało i duszę, a nie przejmować się wyglądem. Rada jest jedna- wyluzujcie, nikt Was nie skrytykuje!!! 
Zdarza się, że moi klienci są po kilku dniach imprezowania, zionie od nich alkoholem. Ja nie zwracam na to uwagi, klient jest bardziej zrelaksowany, nie krępuje się i jest otwarty na rozmowę, a co najważniejsze docenia moją pracę przy takim zmęczeniu :)
Nie warto też zakładać nie wiadomo jak strojnej i kosztownej biżuterii. Często goście są tak zmotani, że zostawiają mi w gabinecie swoje kosztowności, które oczywiście zwracam. 

Miło jest natomiast jak zostawicie Nam napiwek, nie ważny w jakiej kwocie. Najważniejsze, że doceniacie naszą pracę, każde SPA pracuje na innych zasadach i często nie mamy prowizji od pojedynczego zabiegu. 10 zł nie zrujnuje Waszego budżetu, a My będziemy wdzięczni za ten gest.   
Na razie mam tyle przemyśleń i wiem, że będzie ich więcej :)
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanej wizyty w ośrodkach SPA.


Życzę Wszystkim zdrowych, radosnych Świąt Wielkanocnych, mokrego Dyngusa i samych cudownych chwil spędzonych w rodzinnej atmosferze! 

Zanim poleciałam do Londynu wszyscy się pytali czy jadę tylko na zakupy? Kto był w Londynie ten wie, że istnieje taki sklep jak Primark i można w nim kupić tanie, ale dobre rzeczy. Codziennie w każdym sklepie można znaleźć ciekawe promocje i okazje. Oczywiście odwiedziłam parę sklepów, jednak nie kupiłam za wiele, ponieważ finanse mi na to nie pozwalały.... jak tu poszaleć z 300 funtami? 

Z kosmetyków skusiłam się na balsam do ust Burt's Bees i mini krem do rąk tej marki, masażer do twarzy, balsam do ciała, krem do dłoni, odżywkę do włosów z The Body Shop. Krem pod prysznic Sanctuary (chyba jest dla kobiet w ciąży), męskie perfumy CK. 
Nie jest tego za wiele, nie byłam pewna jakie kosmetyki godne są uwagi, ale też nie chciałam wydawać 10 funtów na balsam do ciała lub peeling, ponieważ za te pieniądze mam w Polsce profesjonalny kosmetyk. 

 
 

 


Z ubrań wiele nie kupiłam, były to podstawowe rzeczy jak: bielizna, piżamy, szlafrok, jeansy, podkoszulki, bluzki na ramiączka w różnych kolorach, dwie letnie sukienki, Conversy, japonki Mell i szmaciane buty na wakacje. 




W Anglii ceny odzieży, jedzenia, kosmetyków są adekwatne do zarobków i nie trzeba się martwić, bo może nie starczy do pierwszego jak kupię sobie buty i kurtkę. Szkoda, że u nas tak nie ma.... zdecydowanie łatwiej by się żyło, a człowiek przestał zadręczać głowę finansami. 
Według mnie Londyn to ciekawe miasto, pełne różnorodnych kultur, osobowości, mające dwa skrajne oblicza- od pięknego, kolorowego po szare i smutne. Cieszę się, że mogłam zwiedzić chociaż część tego miasta. Na pewno tu wrócę i skończę zwiedzanie, nie byłam jeszcze w Muzeum Madame Tussaud :) 4 pełne dni na zwiedzanie, zakupy to jest zdecydowanie za mało, a Londyn zbyt wielki. 
Tymczasem! 

Z góry przepraszam za brak wpisów na blogu, niestety podczas wyjazdu nie miałam na to czasu ani możliwości. 
W środę 26 marca wraz z moją koleżanką, wyruszyłam na wycieczkę do Londynu. Bilet w obie strony kosztował 140 zł, parking przy lotnisku 45 zł za 6 dni. O Londynie wiedziałam tyle co z telewizji, opowiadań, prasy... czyli bardzo mało. Beata była tam rok temu i miała pojęcie o tym mieście, komunikacji miejskiej, dotarciu z lotniska do centrum. W głowie miałam obraz Londynu jako miasta niezwykle pięknego, innego od naszych smutnych i szarych miast i w ogóle niesamowitego. Troszkę się rozczarowałam wszechobecnymi śmieciami na ulicy i oplutymi gumami do żucia chodnikami. Szokiem były dla mnie kobiety ubrane w cienkie kurteczki lub same sweterki, gdzie dla mnie było bardzo zimno. Na dzień dobry zobaczyłam kilka kobiet w sandałkach, japonkach, z gołymi nogami....a ja telepałam się z zimna. 




Z widokiem do lekko ubranych mieszkańców trzeba się przyzwyczaić, widocznie są zahartowani :) 
Zwiedziłyśmy Camden Market, na którym można kupić wiele ciekawych pamiątek, troszkę tańsze Conversy, oraz najeść się do syta :)





Pogoda dopisywała dzięki czemu widok z London Eye był niesamowity.









London Tower Bridge 




Jednym z moich celów podczas wycieczki było spróbowanie prawdziwego brytyjskiego śniadania. Muszę przyznać, że było obfite, smaczne i jak dla mnie nietypowe :)



 Restauracja Nando's w której króluje kurczak... pyszne dania, piękne wnętrz, widoki, miła obsługa, warto tam zajrzeć.







Pałac Królowej



National Gallery





Zwiedzanie było tak intensywne, że dostałam bąbli na stopach :)
Druga część mojej przygody z Londynem za tydzień, jak przyjedzie paczka z moimi łupami. 
Tymczasem!